Na ciemnym tronie, w ciemnym miejscu siedział smok cienia. Nie był wielki, lecz był najwstrętniejszy ze wstrętnych, sama jego obecność była czernią, jego szpony — miecze, używane w tysiącach tysięcy morderstw, jego szczęki — zawsze gorące od krwi ofiar, jego czarny oddech — rozpacz. Chmara kruków badała jego łuski, tak bogate ciemnością, że aż migoczące kolorami; iskrząca się fasada piękności bezdusznego potwora. Jego słudzy nazywali go Shimmergloom i oddawali mu wszelką cześć.
Gromadząc siły przez stulecia, tak jak to czynią smoki, Shimmergloom trzymał skrzydła złożone i w ogóle się nie poruszał, chyba, że miał pożreć ofiarę lub zgładzić zuchwałego poddanego. Zrobił to, co do niego należało, aby zabezpieczyć to miejsce, rozgramiając główną część armii krasnoludów, która wyruszyła na jego sprzymierzeńców.
Jak wspaniale jadł smok w tamtych dniach! Ciała krasnoludów były żylaste i muskularne, ale ostre jak brzytwy zęby były doskonale przystosowane do takiego pożywienia. Teraz liczni słudzy smoka robili za niego wszystko, przynosząc mu jedzenie i spełniając każdą jego zachciankę. Nadejdzie dzień, gdy będą znów potrzebowali siły smoka i Shimmergloom będzie gotowy. Olbrzymi pagórek zrabowanych skarbów ożywiał silę smoka, a pod tym względem Shimmerglooma nie prześcignął żaden z przedstawicieli jego gatunku; posiadał skarb przerastający wyobrażenie najbogatszego króla.
I gromadę lojalnych sług, dobrowolnych niewolników smoka ciemności.
[Preludium]
/Strumienie srebra, Robert Anthony Salvatore, 1998 rok, ISBN 8387376086, ISA/